Pohl Frederic - Gateway Spotkanie Z Heechami - Zbieraj�c szcz�tki


    Najtrudniejsz� rzecz� w nowym �yciu Klary by�o trzymanie g�by na k��dk�. Mia�a zaczepn� natur�, a z Wanem nie by�o trudno o zaczepk�. Wan domaga� si� jedzenia, seksu, towarzystwa, okazjonalnej pomocy przy pracach zwi�zanych z prowadzeniem statku - ale wtedy, gdy on tego chcia�, nie przy �adnych innych okazjach. Klara za� pragn�a mie� czas na my�lenie. Chcia�a pomy�le� o tym, jak to w zadziwiaj�cy spos�b jej �ycie wyskoczy�o z szyn. Zawsze radzi�a sobie jako� z my�l�, �e mo�e straci� �ycie - je�li nie z odwag�, to przynajmniej ze spokojem. Taka mo�liwo��, �e w przedziwny spos�b utknie w czarnej dziurze i przez cale jedno pokolenie �wiat b�dzie kr�ci� si� bez niej, nigdy nawet nie przemkn�a jej przez my�l. To nale�a�o przemy�le�.
    Potrzeby Klary Wana nie obchodzi�y. Kiedy jej do czego� potrzebowa�, to jej potrzebowa�. Kiedy nie, dawa� jej to bardzo wyra�nie do zrozumienia. Ale to nie jego seksualne potrzeby sprawia�y Klarze k�opot. Nie by�y bardziej k�opotliwe, ani bardziej znacz�ce z osobistego punktu widzenia, ni� p�j�cie do toalety. Dla Wana gra wst�pna oznacza�a �ci�gni�cie spodni. Akt przebiega� w jego tempie, a by�o to tempo do�� gwa�towne. Klara przejmowa�a si� mniej wykorzystywaniem jej cia�a, ni� zajmowaniem jej uwagi.
    Czu�a si� najlepiej, gdy Wan spa�. Zwykle nie trwa�o to d�ugo. Mia� lekki sen. Klara zaczyna�a w�wczas rozmow� ze Zmar�ymi albo robi�a sobie do jedzenia co�, czego Wan szczeg�lnie nie lubi�, albo po prostu siedzia�a i gapi�a si� w przestrze� - kt�re to okre�lenie nabiera�o tu nowego znaczenia, skoro mog�a jedynie patrze� w przestrze� kosmiczn� na ekranie, kt�ry znajdowa� si� na wyci�gni�cie r�ki. A kiedy czu�a si� zrelaksowana, skrzypi�cy, denerwuj�cy g�os odzywa� si�:
    - Znowu nic nie robisz, Klara? Ale� ty jeste� leniwa! Dolly w tym czasie upiek�aby ju� dla mnie ca�� g�r� ciasteczek! - Albo, co gorsza, czasem by� w rozrywkowym nastroju. Wtedy pojawia�y si� malutkie papierowe tutki, apteczne fiolki i srebrne puzderka wype�nione r�owymi i fioletowymi pigu�kami. Wan w�a�nie odkry� narkotyki. Chcia� podzieli� si� z Klar� tym do�wiadczeniem. Czasem, z nud�w i ze smutku, Klara dawa�a si� nam�wi�. Nie wstrzykiwa�a sobie, nie w�cha�a ani nie �yka�a niczego, czego nie potrafi�a z ca�� pewno�ci� zidentyfikowa�, wi�c wiele rzeczy odrzuca�a. Ale wiele te� akceptowa�a. Ekscytacja, euforia - nie trwa�y d�ugo, ale by�y b�ogos�awionym odlotem od pustki �ycia, kt�re krztusi�o si�, umiera�o i pr�bowa�o zn�w zaskoczy�. �panie z Wanem, czy nawet uprawianie z nim seksu, by�o lepsze ni� pr�ba unikania odpowiedzi na pytania, kt�re zadawa� Wan, a na kt�re nigdy nie chcia�a odpowiedzie� szczerze...
    - Klara, naprawd� my�lisz, �e kiedy� odnajd� mojego ojca?
    - Nie ma szans, Wan, facet od dawna nie �yje.
    ... gdy� facet na pewno nie �y�. Cz�owiek, kt�ry sp�odzi� Wana, opu�ci� Gateway udaj�c si� na samotn� misj� mniej wi�cej wtedy, gdy matka Wana zacz�a si� zastanawia�, czy przypadkiem nie omin�a j� po raz pierwszy miesi�czka. W zapisach uznano go za zaginionego. Oczywi�cie, m�g� zosta� po�kni�ty przez czarn� dziur�. M�g� nadal tam by�, zamro�ony w czasie, jak kiedy� Klara.
    Ale szans� by�y kiepskie.
    Zadziwiaj�c� rzecz� dla Klary - jedn� z miliona zadziwiaj�cych rzeczy, jakimi obdarowa�o j� te trzydzie�ci lat - by�a �atwo��, z jak� Wan wy�wietla� i interpretowa� stare mapy nawigacyjne Heech�w. Kiedy raz by� w dobrym nastroju - a by� to rekordowy czas, ca�y kwadrans - pokaza� jej mapy i zaznaczone na nich obiekty, kt�re ju� odwiedzi�, tak�e jej czarn� dziur�. Kiedy dobry nastr�j si� ulotni�, a Wan ze z�o�ci� powl�k� si� przespa�, Klara ostro�nie zapyta�a o nie Zmar�ych. Nie mo�na powiedzie�, �e Zmarli naprawd� rozumieli mapy, ale ta odrobina wiedzy, kt�r� posiedli, to i tak by�o znacznie wi�cej ni� wiedza dost�pna w czasach Klary. Niekt�re z konwencji kartograficznych by�y do�� proste - nawet oczywiste jak jajo Kolumba, kiedy ju� kto� ci powiedzia�, co oznaczaj�. Zmarli z przyjemno�ci� obja�nili Klarze oznaczenia. Problemem by�o, �eby ich w ko�cu powstrzyma�. Kolory przedstawianych obiekt�w? To proste, powiedzieli Zmarli: im bardziej b��kitne, tym dalej po�o�one, a im czerwie�sze, tym bli�sze. - To dowodzi - szepta� najbardziej pedantyczny ze Zmar�ych, kt�ry akurat by� kobiet� - �e Heechowie zdawali sobie spraw� z prawa Hubble'a-Humasona...
    - Prosz�, nie m�w mi, co to jest prawo Hubble'a-Humasona - rzek�a Klara. - A co z innymi oznaczeniami? Te rzeczy przypominaj�ce krzy�yki, z dodatkow� kresk� na nich?
    - To s� g��wne instalacje - westchn�a Zmar�a. - Jak Gateway. I Gateway Dwa. I Fabryka Po�ywienia. I...
    - A te znaczki, jak "ptaszki"?
    - Wan nazywa je znakami zapytania - wyszepta� cienki g�osik. Rzeczywi�cie, troch� tak wygl�da�y, je�li odj�� kropk� od znaku zapytania i przekr�ci� reszt� do g�ry nogami. - Wi�kszo�� z nich to czarne dziury. Je�li zmienisz ustawienia na dwadzie�cia trzy, osiemdziesi�t cztery...
    - Zamknij si�! - wrzasn�� Wan, wy�aniaj�c si� ze swojej pryczy, niechlujny i wkurzony. - Nie mog� spa� przy tym durnowatym wrzasku!
    - Nie wrzeszczeli�my, Wan - rzek�a Klara ugodowo.
    - Nie wrzeszczeli�cie - wrzasn��. - Ha! - Pow��cz�c nogami zbli�y� si� do fotela pilota i usiad�, z zaci�ni�tymi pi�ciami opartymi o uda i pochylonymi ramionami. - A gdybym zechcia� teraz co� zje��? - za��da�.
    - Chcia�by�? Potrz�sn�� g�ow�.
    - Albo gdybym chcia� uprawia� seks?
    - Chcia�by�?
    - Chcia�by�, chcia�by�! Z tob� zawsze trzeba si� k��ci�! A wcale dobrze nie gotujesz, a w ��ku te� jeste� znacznie mniej ciekawa ni� twierdzi�a�. Dolly by�a lepsza.
    Klara poczu�a, �e wstrzymuje oddech i zmusi�a si�, �eby go powoli i po cichu wypu�ci�. Nie mog�a zmusi� si� do u�miechu.
    Wan u�miechn�� si� z�o�liwie, obserwuj�c z zadowoleniem, �e uda�o mu si� z ni� wygra�.
    - Pami�tasz Dolly? - m�wi� dalej jowialnym tonem. - To ta, kt�r� za twoj� namow� zostawi�em na Gateway. Tam obowi�zuje prawo, �e jak nie masz forsy, to nie oddychasz, a Dolly nie mia�a ani grosza. Ciekawe, czy jeszcze �yje.
    - Na pewno �yje - rzuci�a Klara przez zaci�ni�te z�by, maj�c nadziej�, �e to prawda. Ale Dolly zawsze znajdywa�a kogo�, kto p�aci� jej rachunki. - Wan? - odezwa�a si�, desperacko pr�buj�c zmieni� temat, zanim sam zmieni si� na jeszcze gorszy.. - Co oznaczaj� te ��te b�yski na ekranie? Zmarli chyba nie wiedz�.
    - Nikt nie wie. Jak Zmarli nie wiedz�, to chyba g�upio my�le�, �e ja wiem? Ale ty jeste� czasem durna - poskar�y� si�. W ci�gu sekundy, kiedy Klara ju� osi�ga�a punkt wrzenia, cienki, kobiecy g�osik Zmar�ej zn�w si� odezwa�:
    - Ustawienie: dwadzie�cia trzy, osiemdziesi�t cztery, dziewi��dziesi�t siedem, czterna�cie.
    - Co? - spyta�a Klara, zaskoczona.
    - Ustawienie: dwadzie�cia trzy...
    - Co to jest? - zapyta�a Klara, a Wan podj�� si� udzielenia odpowiedzi. Jego pozycja nie zmieni�a si�, ale wyraz twarzy by� ju� inny - mniej wrogi. Bardziej napi�ty. Bardziej wystraszony.
    - To z pewno�ci� wsp�rz�dne na mapie - rzek�.
    - Co przedstawiaj�? Odwr�ci� wzrok.
    - Ustaw i sprawd�.
    Kr�cenie tymi ��obionymi k�kami by�o dla Klary za trudne, gdy� w ca�ym jej przesz�ym do�wiadczeniu taka czynno�� by�a odpowiednikiem samob�jstwa: nie opanowali jeszcze funkcji wy�wietlaj�cej map�, a zmiana ustawie� prawie nieodmiennie oznacza�a nieprzewidzian�, zwykle tragiczn�, zmian� kursu. Ale teraz jedynie obraz na ekranie zamigota� i zawirowa�, a nast�pnie ustabilizowa� si�, ukazuj�c... co to by�o? Gwiazda? Czarna dziura? Na ekranie pojawi�a si� jasna kadmowa ���, a dooko�a niej mruga�o nie mniej ni� pi�� odwr�conych pytajnik�w.
    - Co to mo�e by�? - naciska�a dalej.
    Wan odwr�ci� si� powoli, by na to spojrze�.
    - To jest bardzo du�e - powiedzia� - i bardzo daleko st�d. Tam w�a�nie lecimy. - Ca�a zadziorno�� wyparowa�a z jego twarzy. Klara prawie pragn�a, �eby wr�ci�a, gdy� zast�pi� j� czysty, nieukojony strach.
    A w tym samym czasie...
    Pierwszy etap zadania postawionego przed Kapitanem i jego z�o�on� z Heech�w za�og� zbli�a� si� ku ko�cowi, cho� nikomu z nich nie sprawi�o to rado�ci. Kapitan nadal pozostawa� w �a�obie po Dwakro�. Jej smuk�e, ��tawe, l�ni�ce cia�o, pozbawione osobowo�ci, zosta�o zniszczone. Na rodzinnej planecie zosta�oby wrzucone do zbiornika z odpadkami, bo Heechowie nie byli sentymentalni, je�li chodzi o zw�oki. Na statku nie by�o jednak zbiornik�w na odpadki, wi�c zosta�o wyrzucone w kosmos. Ta cz�� Dwakro�, kt�ra pozosta�a, do��czy�a do umys��w przodk�w, a Kapitan w��czy� si� po nowym i nieznanym mu statku dotykaj�c bezwiednie od czasu do czasu zasobnika, gdzie by�a przechowywana.
    Nie by�a to jedynie strata osobista. Dwakro� by�a operatorem jednostki bezza�ogowej i ca�e sprz�tanie mog�o bez niej nie zosta� poprawnie wykonane. Kundlica robi�a, co mog�a, ale zasadniczo nie by�a operatorem sprz�onego sprz�tu. Kapitan, stercz�c nad ni� w zdenerwowaniu, te� jej nie pomaga�.
    - Nie wygaszaj jeszcze ci�gu, to nie jest stabilna orbita! - sycza� - Mam nadziej�, �e oni nie cierpi� na chorob� lokomocyjn�, bo strasznie nimi rzucasz! - Mi�nie szcz�ki Kundlicy napi�y si�, ale nie odpowiedzia�a. Wiedzia�a, czemu Kapitan by� tak spi�ty i zamkni�ty w sobie.
    Ale wreszcie uda�o si� go zadowoli� i poklepa� Kundlic� po ramieniu na znak, �e mo�e wy�adowywa� �adunek. Wielki b�bel zako�ysa� si� i obr�ci�. Pojawi�a si� ciemna linia od jednego bieguna do bieguna, a� otworzy� si� jak kwiat. Kundlica, wreszcie posykuj�c z zadowolenia, wypu�ci�a zwini�ty �aglowiec i pozwoli�a mu dryfowa�.
    - Mieli ci�k� podr� - skomentowa� oficer komunikacyjny, staj�c obok Kapitana.
    Kapitan napi�� mi�nie brzucha, co u Heech�w jest odpowiednikiem wzruszenia ramionami. �aglowiec ju� w ca�o�ci wydosta� si� z kuli i Kundlica zacz�a powoli zwija� wielk� hemisfer�.
    - A co z twoim zadaniem, Buciku? Czy istoty ludzkie nadal gadaj� przez przestrze�?
    - Obawiam si�, �e wi�cej ni� przedtem.
    - Zbiorowe umys�y? Czy s� jakie� post�py w t�umaczeniu tego, o czym oni tak wrzeszcz�?
    - Umys�y pracuj� nad tym. - Kapitan ponuro skin�� g�ow� i si�gn�� do o�miok�tnego medalionu przyczepionego do sakwy mi�dzy jego nogami. W sam� por� si� powstrzyma�. Zadowolenie, jakie m�g� czerpa� z zapytania umys��w o przebieg prac nad przek�adem nie uzasadnia�o b�lu, jaki sprawi�oby mu us�yszenie w�r�d nich Dwakro�. Wcze�niej czy p�niej us�yszy j�, niew�tpliwie. Ale jeszcze nie by� na to gotowy.
    Wydmuchn�� powietrze przez nozdrza i zwr�ci� si� do Kundlicy.
    - Zamknij j�, wy��cz zasilanie, niech dryfuje. Nic wi�cej teraz nie mo�emy zrobi�. Buciku! Wy�lij im wiadomo��. Przeka� im, �e jest nam przykro, �e nic wi�cej dla nich nie mo�emy aktualnie zrobi�, ale �e spr�bujemy tu wr�ci�. Bia�y Szumie! Podaj mi usytuowanie wszystkich statk�w w galaktyce.
    Nawigator skin�� g�ow�, odwr�ci� si� w stron� instrument�w i po chwili ekran wype�ni� si� wiruj�c� mas� komet o ��tych ogonach. Kolor j�dra wskazywa� odleg�o��, d�ugo�� ogona - pr�dko��.
    - Kt�ry z nich to dure� zagl�daj�cy do czarnych dziur? - zapyta� Kapitan, a ekran zaw�zi� si� do jednej jedynej komety. Kapitan zasycza� ze zdumieniem. Ten w�a�nie statek, kiedy ostatni raz na niego spojrza�, cumowa� sobie bezpiecznie w ojczystym systemie. Teraz podr�owa� z naprawd� wielk� pr�dko�ci� i zostawi� ojczyst� planet� daleko w tyle. - Dok�d on leci? - spyta�.
    Bia�y Szum �ci�gn�� swoje �ebrowane mi�nie twarzy.
    - To chwilk� zajmie, Kapitanie.
    - No to zr�b to!
    W innych okoliczno�ciach Bia�y Szum m�g�by obrazi� si� z powodu tonu w g�osie Kapitana. Heechowie nie zwracaj� si� do siebie nieuprzejmie. Nie nale�a�o jednak zapomina� o okoliczno�ciach. Ju� sam fakt, �e ci dopiero raczkuj�cy w kosmosie ludzie znale�li si� w posiadaniu sprz�tu do przebijania czarnych dziur, by� wystarczaj�co przera�aj�cy. �wiadomo��, �e wype�niaj� eter swoimi g�o�nymi, g�upawymi okrzykami, by�a jeszcze gorsza. Kt� wiedzia�, co nale�a�o dalej zrobi�? Ostatni� kropl� goryczy by�a �mier� towarzyszki, przez co ta podr� sta�a si� gorsza ni� wszystkie inne, odbyte dawno temu, zanim urodzi� si� Bia�y Szum i dowiedzieli si� o istnieniu innych...
    - To nie ma sensu - poskar�y� si� Bia�y Szum - na ich kursie nie ma nic, co m�g�bym zauwa�y�.
    Kapitan zmarszczy� brwi patrz�c na tajemnicze znaczki na ekranie. Odczytanie ich by�o zadaniem dla specjalisty, lecz po trosze zna� si� na wszystkim i widzia�, �e w rozs�dnym zasi�gu nie by�o niczego wzd�u� wykre�lonej linii geodezyjnej. - A to kuliste skupisko? - zapyta�.
    - Nie przypuszczam, Kapitanie. Nie znajduje si� bezpo�rednio na linii lotu i nic tam nie ma. Nic, naprawd�, a� do obrze�y Galaktyki.
    - Umys�y! - powiedzia� g�os za nimi. Kapitan odwr�ci� si�. Specjalista od przebijania czarnych dziur, Wybuch, sta� tam, a jego mi�nie gwa�townie pulsowa�y. Kapitan odczu� jego strach jeszcze zanim Wybuch rzuci� zwi�le:
    - Przed�u�y� geodezyjn�! - Bia�y Szum patrzy� na niego, nie rozumiej�c. - Przed�u�y� j�! Poza Galaktyk�!
    Nawigator chcia� zaprotestowa�, lecz wnet zrozumia� o co chodzi. Jego w�asne mi�nie te� zacz�y pulsowa�, gdy zacz�� wykonywa� polecenie. Ekran zamiga�. Zamazana ��ta linia wyci�gn�a si�. Przesz�a przez rejony, gdzie na ekranie nie by�o nic poza nierozcie�czon�, czarn�, pust� przestrzeni�.
    Nie ca�kiem pust�.
    Ciemnoniebieski obiekt wynurzy� si� z ciemno�ci na ekranie, bledn�c i ��kn�c. Otacza�o go pi�� znaczk�w. Wszyscy cz�onkowie za�ogi zasyczeli, gdy obraz ustabilizowa� si� i zatrzyma�, a blada ��ta linia geodezyjna dosi�g�a go.
    Heechowie spojrzeli po sobie, �aden z nich nie powiedzia� ani s�owa. Statek, kt�ry m�g� spowodowa� najwi�ksz� katastrof� jak� mo�na by�o sobie wyobrazi�, w�a�nie pod��a� do miejsca, gdzie katastrofa na niego czeka�a.



Strona g��wna     Indeks